Stanisław Królak i anegdota o pompce


Postać Stanisława Królaka, szosowego mistrza kolarskiego z wczesnego okresu powojennego znana jest wielu Polakom, nawet tym, którzy ze sportem nie mają wiele wspólnego.

Królak Stanisław

Królak Stanisław

W annałach sportowych na zawsze zostaną zapisane jego wyczyny, a więc fakt, że był pierwszym polskim zwycięzcą Wyścigu Pokoju w 1956 roku, dwukrotnie mistrzem Polski w wyścigu ze startu wspólnego, mistrzem drużynowym, indywidualnie mistrzem w wyścigu górskim i przełajowym. Reprezentował też Polskę na mistrzostwach świata. Po zakończeniu kariery sportowej został trenerem kilku klubów i wychował pokolenia polskich kolarzy, którzy od niego uczyli się kochać ten sport.

Jest jednak historia, związana z ze zmarłym w 2009 roku Stanisławem Królakiem, którą możemy wspominać jedynie jako anegdotę. Bo Panu Królakowi przyszło żyć w czasach, kiedy sport podporządkowany był polityce, tak jak prawie wszystkie aspekty życia obywateli. Taki właśnie polityczny charakter miał organizowany od 1948 roku Wyścig Pokoju. Największa po II wojnie światowej tego typu impreza kolarska w państwach tak zwanej „demokracji ludowej”, mająca na celu szerzyć pokój i braterstwo pomiędzy narodami. Niewątpliwie w tamtych czasach była to impreza wyjątkowa, jednocząca przy odbiornikach radiowych niemal wszystkich. W godzinach gdy odbywał się wyścig, pustoszały ulice miast, rolnicy wracali z pola, zamierało życie. I nie ma w tym wielkiej przesady. Małysz, Gołota, czy polska reprezentacja w piłce nożnej mogą sobie dziś tylko życzyć takich tłumów na stadionach czy kibiców przed telewizorami.

Anegdota o pompce

Anegdota o pompce

Późniejszy mistrz w Wyścigu Pokoju brał udział siedmiokrotnie w latach 1952-1961. To o czym chce tu wspomnieć, miało podobno miejsce w czasie pamiętnego wyścigu z 1956 roku. Wtedy to w trakcie przejazdu w tunelu trasy W-Z oraz w samej bramie przy wjeździe na warszawski Stadion Dziesięciolecia, Stanisław Królak podobno pobił pompką od roweru zawodników radzieckich. Z braku kamer, relacja ta istnieje wyłącznie jako opowieści „świadków”. Sam mistrz wielokrotnie zaprzeczał temu, a ja chcę wierzyć Panu Królakowi.

Przytaczam tę anegdotę jako przykład tego jak polityka wypacza sport. Dla ówczesnych był to przejaw niezależności Polski, swoisty bunt przeciwko supremacji wielkiego sąsiada i dowód, że nie ulegliśmy. Dlatego tak chętnie wierzono w to wtedy i dlatego ta plotka trwa do dziś. Stanisław Królak już na zawsze pozostanie tym, który „im” pokazał!

Tagi: ,